Wodospad Havasu w Arizonie

Miejsce, które chcę dziś opisać na łamach naszego internetowego przewodnika po USA jest jednym z nielicznych w USA, które sfotografowane idealnie nadaje się na okładkę magazynu National Geographic. Gdy pierwszy raz spotkałem się ze zdjęciami wodospadu “Havasu Falls” byłem przekonany, iż jest ono zrobione gdzieś w Nowej Zelandii lub na Hawajach. Jakież było moje zdziwienie, gdy sprawdziłem lokalizację tego rajskiego wodospadu: Arizona – Wielki Kanion Kolorado.

Wyprawę rozpocząłem w Las Vegas. Jest to jedyne miasto w Stanach, do którego można dolecieć z prawie każdego zakątka USA, a sam przelot jest stosunkowo tani. Bilety lotnicze do Vegas sponsorowane są przez wszechobecne kasyna, które za wszelką cenę chcą przyciągnąć nowych graczy.

Ponieważ Havasu Falls są oddalone od Vegas o 320 mil (nie można jechać na skróty, gdyż Kanion Kolorado skutecznie uniemożliwia takową wyprawę) należy wyjechać z hotelu bardzo wcześnie oraz przygotować się na nocleg , gdyż wyprawa do Havsu Falls nie należy do krótkich jednodniowych przygód. Zdecydowałem się na wyjazd z Vegas już o 5.30 rano.  Wczesna jazda samochodem w USA ma swoje zalety. Udało mi się ominąć poranny szczyt komunikacyjny i już po 4 godzinach podróży prostą jak stół autostradą 66, a następnie drogą 44  dotarłem do Grand Canyon Village. Stąd tylko 40 mil do osady Supai, gdzie znajduje się szlak prowadzący do wodospadu Havasu.

havasu-muly2Fot: Muły i stare volvo – tuż przed zejściem do kanionu

Aby dostać się do wodospadu należy zmierzyć się z 16-kilometrowym szklakiem prowadzącym w głąb kanionu.  Szlak ten podzielony jest na dwie części. Pierwsza rozpoczyna się tuż nad krawędzią Kanionu Kolorado. Znajduje się tutaj parking, gdzie pozostawić należy samochód  i gdzie możemy przygotować się spokojnie do wyprawy. Często turyści korzystają z usług Indian, którzy oferują przejazd na mułach aż do osady Supai.  Można tutaj również wykupić kilkudniowe wycieczki w głąb kanionu (wraz z noclegami). Wiele osób jednak decyduje się na zejście szlakiem w dół. Wydaje mi się, że największa przyjemność to samemu zdobyć Havasu Falls.

havasu-mulyFot: Szlak prowadzący do osady

Zejście w głąb kanionu jest stosunkowo łatwe,  dobrze oznakowany i utrzymany szlak poprowadzi nas prosto do małej indiańskiej osady.  W miasteczku tym można kupić wodę, żywność oraz (jeśli zapomnieliśmy zabrać lub już nam się skończyła) niezbędnik turysty i wszelakiego rodzaju kapelusze słoneczne, okulary, ubrania, kremy przeciwsłoneczne, obuwie, przewodniki itp. Proszę pamiętać, że ceny w indiańskiej wiosce są zdecydowanie wyższe niż w sklepach “na powierzchni”. Za podstawowe artykuły oraz wodę zapłacimy prawie 50% więcej.

havasu-muly3Fot: Na szlaku często mijam karawany ciągnące w górę i w dół kanionu

Havasu Waterfalls – jak sama nazwa wskazuje – to kilka wodospadów leżących w surowej scenerii Kanionu Kolorado. Tworzą one barwny i ciekawy szlak turystyczny. Pierwszy z nich to barwny Navajo Falls, oddalony niecałe 2.5 km od osady Supai. havasu-wodospad4Fot: Kaskady wodne wzdłuż Havasu Creek

Kolejne 20 min. spędzone na szlaku prowadzącym wzdłuż strumienia “Havasu Creek” i oczom naszym ukazuje się  najbardziej spektakularny i najbardziej znany z wodospadów – Havasu.

Wodospad ten widziany na żywo w otoczeniu potężnych czerwonych ścian Wielkiego Kanionu wywarł na mnie niezapomniane wrażenie. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak na oglądalnych przed wyprawą rajskich zdjęciach. Turkusowa woda, nieustający szum spienionej wody, zieleń, błękitne niebo…i tylko ten niemiłosierny upał wciąż przypominał o tym, że jestem w Arizonie prawie na dnie Kanionu Kolorado.

havasu-wodospad2Fot: Turkusowy Wodospad Havasu

Potężny strumień wody wypływający z fantastycznie uformowanych wapiennych ścian (zwanych Navajo Stone)  ma przyjemny błękitnozielony odcień a czerwono-krwiste skały kanionu nadają temu miejscu wręcz bajeczny wygląd. Jedną z atrakcji turystycznych jest również kąpiel w małym błękitnym jeziorku utworzonym przez wpadający wodospad. Pamiętać jednak należy, iż woda jest przeważnie zima. Nie odstrasza to jednak przyjezdnych, którzy często zażywają relaksacyjnych kąpieli, które zdecydowanie pomagają w walce z upałem.

havasu-wodospad5Od czerwca do sierpnia woda w jeziorku nagrzewa się do temperatury około 20 stopni, co pozwala na komfortową kąpiel. Jednak najbardziej gorące miesiące w roku sprawiają, iż wyprawa szlakiem w głąb kanionu staje się mecząca i uciążliwa. Temperatura powietrza może osiągnąć powyżej 38 C. Należy pamiętać o zabraniu dodatkowych pojemników z wodą (co najmniej 2 litry na osobę).
Pomiędzy Havasu Falls a kolejnym z wodospadów “Mooney Falls” znajduje się bardzo dobrze wyposażony kemping. Można się tam zatrzymać na noc, przyrządzić posiłek i odpocząć w cieniu zielonych drzew.

mooney-fallsBarwny Mooney Falls

Pomimo swojej lokalizacji Havasu okazał się popularnym miejscem, do którego zjeżdżają się na długie weekendy całe rodziny oraz grupy “skautów” pragnących zdobyć kolejne sprawności na pobliskich biwakach. Muszę przyznać, iż byłem zaskoczony ilością ludzi, która przebywała tam w czasie weekendu, naprawdę było tłoczno. Nie tylko małe indiańskie miasteczko Supai lecz również szlak prowadzący do wodospadu zamienia się w weekend w zatłoczone  miasteczko. Jednak zdjęcia i wspomnienia z tego miejsca śmiało mogę zaliczyć do jednych z najbardziej niezapomnianych.

havasu-wodospad6Rajski Wodospad Havasu

Jak zaplanować podróż do Wodospadów Havasu?
Najbliższe miasta, do których można dotrzeć samolotem z dowolnej części USA to Las Vegas (Nevada) lub Phoenix (Arizona).  Po przylocie wypożyczamy samochód (najlepiej na lotnisku) i przygotowujemy się na 4-5-godzinną jazdę aż do Grand Canyon Village.  Ponieważ Wodospady leżą w głębi kanionu Kolorado, nie jest możliwe dotarcie do nich oraz powrót jednego  dnia. Należy więc przygotować się na nocleg. Polecamy motel Grand Canyon Caverns Inn znajdujący się około godziny jazdy od zejścia do Kanionu. Cena za 2-osobowy pokój to około $75. Dzieci poniżej 3 lat nie płacą za nocleg. Można również przenocować w osadzie Supai ($75-$85 – wymagany depozyt $40. Wymagana rezerwacja telefoniczna 928-338-2111) lub pod własnym namiotem na wspomnianym wyżej polu kempingowym ($10 od osoby – rezerwacja telefoniczna 928-448-2120).
Czterogodzinna wycieczka na mułach (zejście i powrót) kosztuje $120 -$150 (w zależności od punktu docelowego).
Sam powrót na górę kanionu – $75

Mapka satelitarna google wodospadu Havasu (kliknij aby powiększyć)
satelite

Artykuł aktualizowany 1.6.2014

Paweł P.
© 2013 interameryka.com

 

Zobacz również pozostałe artykuły dotyczące stanu Arizona:
Horseshoe Bend
Grand Canyon Skywalk
Magiczna Sedona

6 komentarze

  1. … jak zacząć??? Szkoda, że zdjęcia które są tu umieszczone to “fachowa” robota programu do obróbki zdjęć… skąd wiemy? bo właśnie wróciliśmy z tego “cudownego” nieporozumienia! Indiańska wioska Supai to coś na pograniczu zbankrutowanego gospodarstwa PGR, sklep typu “Społem” ocet i sprzedawca a camping to stado wygłodniałych psów “dingo-pudel”. Wyposażenie campingu to 5 x ubikacja “zasyp trocinami” z tego 3 czynne. W ogóle to proszę nie nazywać tego campingiem tylko ziemią gdzie można rozłożyć namiot i to za astronomiczną kwotę… mieliśmy wcześniejszą rezerwację(3 tyg) za 2 osoby zapłaciliśmy 125$(35$x2-wstęp do parku, 17$x2 nocleg/doba, 5$x2 opłata klimatyczna + tax). Po drodze na tzw. szlaku zaserwowano omijanie tylnych wydzielin mułów oraz cuchnące niedopalone resztki padłych mułów(odór straszny widok też). Sam widok zaniedbanych i okaleczonych zwierząt jucznych też nie zachęca do podróży. Kompletnie nie rozumiemy zachwytu tym miejscem. Wodospad… ładny ale zapraszam do Polski w polskie Tatry! Dzień wcześniej byliśmy w Grand Canyon Village. Byliśmy zachwyceni widokami, organizacją… po prostu rewelacja! Jechaliśmy do Supai i Havasu z myślą, że będzie jeszcze ładniej… zastaliśmy widok prawie opłakany. Jeden kadr w stornę wodospadu nie odzwierciedla tego co widać z drugiej strony… widok jak po powodzi(połamane suche drzewa. Podsumowując: 125$ plus koszt dojazdu, plus ok. 3-4 godz. marszu w jedną stronę po widok jaki zastaliśmy- NIE WARTO!!!

  2. Hmm…Cóż, każdy ma wyrobioną swoją opinię o tym miejscu. Mnie się podobało. Być może dlatego, że byłem tam prawie 5 lat temu miejsce to zupełnie odbiegało od tego co opisujcie. Jak widzę, trzeba będzie się znów wybrać aby zweryfikować artykuł. ( i jeszcze wtrącę dwa grosze: wcale nie trzeba używać Photoshopa aby zdjęcia z tego miejsca wychodziły cudowne)

    Pozdrawiam, i życzę jak najmniej rozczarowań na szlakach!

  3. … właśnie jeszcze porównywałem foty Twoje i moje… to całkiem inne miejsce… 5 lat to szmat czasu a widocznie rzeka i pożary też zrobiły swoje. Jeśli ktoś ma wątpliwości to mam foty i na prawdę jak odwrócimy głowę od wodospadu to mamy widok jak po kataklizmie… nie wiem też o co chodzi z tym paleniem mułów na szlaku. Jeszcze wtrącę, że chciałem kupić sobie jakiś indiański handmade a w dwóch sklepach w wiosce tylko średniej jakości spożywka. W ogóle chyba Indianie już nic nie robią indiańskiego. W dalszej części podróży w kierunku Monument Valley spotkaliśmy stragany i wielkie sklepy gdzie sprzedają indiańskie ozdoby i biżuterię… Paciorki z Chin nawlekają na sznurek i jest indiańska ozdoba takie jak w Polsce w ChinaMarket. Odraza i zniesmaczenie. Tylko proszę nie odbierać, że wycieczka to nieporozumienie. Piszę tylko o tym co nas irytuje ale jest wiele wspaniałych miejsc, świetni, przemili ludzie, smaczne hamburgery (najlepsze w Boulder City), niepowtarzalne widoki jak w Grand Canyon czy jak dzisiaj w Monument Valley – z pięknej słonecznej pogody w ciągu zaledwie kilku minut tęcza i burza piaskowa jednocześnie! Rewelacja! Wjazd tylko 5$ od osoby i można sobie przejechać trasą off-road-ową wokół monumentów. Pozdrawiamy!:)

  4. Indiański rezerwat to inny świat. Turyści oczekują atrakcji, tak jak wynika z waszego wpisu. Atrakcji takiej, jak np. Grand Canyon Village. A tymczasem w rezerwatach często cuchnie i nic w nich nie ma. To w dużej mierze prawda, ale trzeba sprobować zrozumieć dlaczego tak jest. Dzisiejsi Indianie to resztki, niedobitki, które przetrwały planową eksterminację. Potomkowie koczowników, którzy nie mieli nawet pisma, nie znali koła, matematyki, literatury ani niczego, co dla nas oznacza cywilizację. Ci, którzy mieli własną kulturę jak Cherokee albo Iroquois, przeważnie zasymilowali się w amerykańskim społeczeństwie, reszta została wymordowana i wymarła od chorób z Europy. Dziś jest ich garść. Nie mają własnej kulktury w naszym, europejskim rozumieniu, nie mają nic poza biernym oporem wobec “białej zarazy”, która zniszczyła wszystklo. W rezerwatach panuje bieda, alkoholizm i brak perspektyw. Kto ma trochę energii i widział resztę Ameryki, ucieka. Zostają starzy i zrezygnowani. Dlatego w Supai nie ma nic co może zachwycić Agnieszkę i Arka. Supai, pomimo inicjatywy kilkunastu działaczy Havasupai, jest tak mało atrakcyjny.

    http://www.ameriguide.pl/guide/usa/arizona/arizona-regions/northern-arizona/supai

  5. Dziękuję. Dziękuję, w istocie, trudno mi było uwierzyć, że chciało się Panu bawić w takie drobiazgi, zwłaszcza przy postach sprzed 5 lat, ale z praktyki wiem, że czasami niektórzy ludzie bywają nierozsądni. Bardzo się cieszę, że tak bardzo się myliłem. Teraz może trzeba usunąć wszystkie te (3) poniżej przywróconego komentarza? Czy można się z Panemk skontaktować inaczej? (email)

Napisz komentarz

Dodaj komentarz
Podaj imię