
Poniższy tekst jest kontynuacją artykułu “Wyprawa w głąb Kanionu Colorado, cześć pierwsza”
Kanion Colorado -Granite Gorge
Warto zatrzymać się tu na chwilę, by odnaleźć wewnętrzny szlak zwany przez turystów “The Great Arc” prowadzący do punktu widokowego “Panorama Point”. Przeglądając internet kilka razy natrafiłem na informacje o tym nie oznaczonym na oficjalnej mapie Wielkiego Kanionu miejscu i o fantastycznym widoku roztaczającym się na rzekę Kolorado. Właśnie odnaleźliśmy wąską ścieżkę prowadzącą do “The Great Arc”, wyruszamy więc na krótką wyprawę. Po 10 minutach docieramy do Panorama Point. Wysoko. Bardzo wysoko. Miejsce zupełnie niezabezpieczone barierkami i nieoznaczone choćby najmniejszymi znakami informującymi co znajduje się krok dalej za skarpą. Osoby mające lęk wysokości nie powinny zbliżać się do krawędzi urwiska! Prawie sto metrów poniżej leniwie płynie rzeka Kolorado. Jak na dłoni widać szlak prowadzący od Silver Bridge do Black Bridge, którym za chwilę będziemy dalej podróżować. Doskonale widoczne jest lądowisko dla helikopterów, plaża przy której cumują łodzie wycieczkowe oraz Bright Angel Campground. Mała sesja zdjęciowa i znów wracamy na główny szlak.
W kierunku Panorama Point
Widok z Panorama Point.W dole leniwa rzeka Kolorado, Black Bridge oraz mała plaża/przystań.
Przed nami ostatnie zejście prowadzące wprost do brzegów rzeki Colorado. Szlak solidnie utwardzony, czerwony pył pokrywa ścieżkę i unosi się pod stopami pozostawiając lekkie pieczenie w nosie. Trasa przypomina w tym miejscu plątaninę serpentyn prowadzących ostro w dół górskiej doliny. Dookoła czerwone, porośnięte ubogą roślinnością wzgórza, nad głową granatowe niebo z niemiłosiernie palącym słońcem, gdzieś w dole słychać szum Colorado River.
Tuż przed dotarciem do wyżłobionego w skale tunelu prowadzącego na Black Bridge mijamy “River Trial Trunof”. Można w tym miejscu skręcić w lewo i przejść na szlak Bright Angel Trial. Wielu turystów korzysta z takiego rozwiązania. My jednak nawet o tym nie myślimy, tuż przed nami rzeka Colorado. Szaleństwem byłoby zrezygnować z dalszego zejścia i powrócić w górę kanionu nie doświadczając spotkania z legendarną rzeką.
The Black Bridge już prawie w zasięgu reki….
Wykuty w skale tunel dzieli nas od wejścia na most.
The Black Bridge
Dotarliśmy na Czarny Most (The Black Bridge). Przybycie tutaj jest dla mnie zawsze czymś wyjątkowym. To koniec wielkiego zejścia w głąb Kanionu Colorado. Wyczyn, którego właśnie dokonaliśmy poważnie kłóci się z przepisami bezpieczeństwa obowiązującymi turystów na szlaku. W pierwszej części artykułu opisywałem liczne znaki i tablice ostrzegawcze znajdujące się przy wejściu na szlak South Kaibab Traill (Nigdy nie planuj wycieczki w dół do rzeki Kolorado i z powrotem w ciągu jednego dnia!). Poniekąd nasza wyprawa w głąb Kanionu Kolorado narusza również kolejny, bardziej poważny przepis. Nie wracaj na górę kanionu innym szlakiem… szlakiem South Kaibab!
“Czarny most” w całej okazałości …..pod nami rzeka Colorado !
Widok z mostu. Grupa turystów przygotowująca się do spływu rzeką Colorado.
The Black Bridge dumnie wznosi się nad rzeką Colorado.
Rzeka Colorado
Oficjalnie po przekroczeniu The Black Bridge znajdujemy się na samym końcu szlaku South Kaibab. Dla mnie, South Kaibab Trial kończy się dokładnie w miejscu przekroczenia Black Bridge, pomimo iż oficjalnie szlak prowadzi aż do Bright Angel Campground. Przed nami około 11,8 km marszu w górę kanionu. Postanawiamy zejść do małej plaży, gdzie zacumowane są łodzie i tratwy używane przez grupy turystyczne do spływów Colorado River. Pomimo że znajdujemy się przy samej rzece upał staje się nie do zniesienia. Wyraźnie odczuwamy wzrost temperatury. Dodatkowo hałas i szum, jaki tworzy płynąca szybko rzeka staje uciążliwy dla uszu. Dziesięć minut nad brzegiem zupełnie nam wystarcza. Wracamy na szlak w kierunku otoczonego roślinnością górskiego potoku Bright Angel Creek. W tej części kanionu jest zdecydowanie bardziej zielono. Po drodze mijamy kwitnące na żółto krzewy, miniaturowe drzewka (z których większość jest uschnięta) oraz całe połacie kaktusów. Po paru minutach marszu natrafiamy po raz pierwszy na bieżącą, zdatną do picia wodę. Niewielka murowana z kamienia studnia z zamontowaną pompą wyczekuje na spragnionych turystów. Napełniamy bukłaki i wyruszamy dalej.
Niewielka plaża….pomimo niewielkiej odległości od rzeki upał jest nie do zniesienia.
Wracamy na szlak, rzeka Colorado będzie jednak nam wciąż towarzyszyła.
Pierwsze od 5 godzin spotkanie z bieżącą, zdatną do picia wodą.
Phantom Ranch
Przed nami Phantom Ranch zwana “Oazą na dnie kanionu”. Wprawdzie nie ma tutaj pięciogwiazdkowego hotelu, restauracji czy parkingu (o, przepraszam – jest jeden parking dla turystów podróżujących na mułach), drewniane kabiny służące za miejsca noclegowe są małe, prawdopodobnie niezbyt wygodne. Tutaj jednak liczy się tylko jedno: lokalizacja, lokalizacja i raz jeszcze lokalizacja. Dla wielu osób jest to najpiękniejsze miejsce na ziemi. Duża polana, otoczona wysokimi rzucającymi zbawienny cień drzewami, delikatnie szemrzący strumień z krystalicznie czystą wodą, a dookoła potężne ściany kanionu. Czego można chcieć więcej. Na jednym z domków zauważyłem wiszący termometr. 38C to zdecydowanie za gorąco. Phantom Ranch to jedyne miejsce na szlaku, gdzie rzeczywiście można odpocząć i nabrać sił przed wspinaczką w górę kanionu. Dookoła coraz więcej turystów, każdy odpoczywa w cieniu lub spożywa regeneracyjny posiłek. Jest nawet mała kolejka do toalety! To już można nazwać prawdziwą cywilizacją. Postanawiamy zostać tutaj około 30 minut, zregenerować siły i przygotować się fizycznie i psychicznie do wspinaczki.
Oznaki cywilizacji na dnie kanionu, zbliżamy się do Phantom Ranch.
Phantom Ranch, “miejsca parkingowe” dla mułów.
Zielono mi …drzewa rzucają tak długo oczekiwany zbawienny cień.
Piknik na dnie Kanionu Colorado.
Zagroda dla mułów? Nie, to kolejne osłonięte przed upalnym słońcem miejsca piknikowe.
River Trial
Niespełna dziesięć minut marszu od Phantom Ranch i znów przekraczamy rzekę Kolorado, tym razem wchodzimy na wiszący most Silver Bridge. Technicznie poruszamy się wzdłuż szlaku “River Trial” ale praktycznie każdy uważa to za część większego szlaku “Bright Angel Trial”. Szlak prowadzi równo udeptaną ścieżką, na horyzoncie chwilowo brak wzniesień, na które należy się wspinać, wystających kamieni czy innych technicznych przeszkód. Ot, można by rzec: miła niedzielna wycieczka wzdłuż rzeki Colorado. To zdecydowanie najłatwiejszy i najbardziej przyjemny szlak w całym kanionie. Niespełna 20 minut luźnej wędrówki to czas, aby przygotować się psychicznie na kolejne wyzwanie.
Przed nami Silver Bridge.
Po raz drugi przekraczamy rzekę Colorado. W oddali widać Phantom Ranch.
Szlak “River Trial” poprowadzi nas wzdłuż Colorado River….
Bright Angel Trial
Prawie 1.350 metrów ponad naszymi głowami znajduje się krawędź Kanionu Colorado. Poprowadzi nas tam prawie 11 kilometrów szlaku Bright Angel Trial. Szlak zaczyna się (lub kończy, w zależności od punktu rozpoczęcia wyprawy) w miejscu zwanym River House. Znajdują się tutaj toalety i… nic więcej. Najbliższa woda zdatna do picia znajduje się cztery mile dalej w Indian Garden. Możemy jednak ochłodzić się w płynącym tuż obok strumieniu Pipe Creek. Bright Angel Trial poprowadzi nas wzdłuż strumienia. W czasie naszej wspinaczki w górę Kanionu Colorado będziemy go przekraczać jeszcze kilka razy, aż dotrzemy do miejsca zwanego “The Devil’s Corkscrew”. Tam zaczną się prawdziwe “schody”.
Szlak prowadzi nas łagodnie w górę, upał nie daje nam się tak bardzo we znaki ponieważ jest tutaj zdecydowanie więcej cienia rzucanego przez ściany kanionu. Przez cały czas poruszamy się również wzdłuż strumienia dlatego też otacza nas więcej roślinności. To zdecydowanie bardziej przyjazny szlak w porównaniu do suchego i gorącego South Kaibab, którym schodziliśmy w głąb Kanionu Colorado.
River House czyli toalety nad rzeką. Tutaj rozpoczyna się szlak “Bright Angel Trial”
Ruszamy w górę Kanionu Colorado.
Szlak usiany odłamkami skalnymi, na szczęście jest w miarę płasko….
oraz zdecydowanie bardziej zielono.
Muły po raz drugi
Wyruszając na wycieczkę szlakiem Bright Angel Trial lub South Kaibab jesteś praktycznie zobowiązany do spotkania z karawaną zaprzężoną w muły. To podstawowy środek transportu dla turystów chcących jak najmniejszym kosztem (chodzi tutaj głównie o wysiłek fizyczny) zobaczyć wnętrze Kanionu Colorado. Karawana, na którą trafiliśmy składała się z zaprzęgu pięciu sympatycznych mułów wiozących na swym grzbiecie pięcioro mniej sympatycznych turystów. Zmęczone i wystraszone twarze jeźdźców mówiły same za siebie. Wcale mnie to nie zdziwiło ponieważ osoby te prawdopodobnie przez większość czasu koncentrowały się na tym, jak nie spaść z muła niż na oglądaniu otaczającej ich panoramy kanionu. Osobiście nigdy nie odważyłbym się skorzystać z takiego środka transportu. Zdecydowanie preferuję stąpać mocno własnymi nogami po szlaku. Muły szybko zniknęły za zakrętem a przed nami ukazał się “The Devil’s Corkscrew”.
Karawana ma zawsze pierwszeństwo na szlaku.
The Devil’s Corkscrew
Prawdziwie diabelskie podejście. Szlak w tym miejscu gwałtownie odrywa się od potoku Pipe Creek, wzdłuż którego prowadził nas przez czterdzieści minut i ostro pnie się w górę. Patrząc w dal widzimy tylko błękitne niebo i wijące się serpentyny wyznaczające kierunek wspinaczki. Na szczęście nie jest tak źle. Po kliku minutach okazuje się, że podejście nie jest wcale tak strome, jak się mogło wydawać. Po drodze napotykamy sporo turystów. Wcale nas to nie dziwi, Bright Angel Trial to najłatwiejszy szlak, którym możemy zejść praktycznie do samej rzeki Colorado. Jeszcze około 300 metrów i “Diabelski Korkociąg” możemy uznać za zdobyty. Wydostaliśmy się tym samym z wewnętrznej gardzieli kanionu, która zdecydowanie ograniczała nasze pole widzenia. Dookoła nas roztaczają się przepiękne widoki, znów możemy podziwiać panoramę Kanionu Colorado.
Diabelskie schody….ostro ale nie tak strasznie.
Widok z “diabelskich schodów”, w dole pozostawiliśmy Pipe Creek.
Przyroda Kanionu Colorado
Cudownie ! Dookoła coraz więcej zieleni, promienie słońca łagodnie przebijają się przez gałęzie rozsianych tu i ówdzie drzew i krzewów. Znów przekraczamy szumiący strumień “Pipe Creek” otoczony bujną (jak na panujące w kanionie warunki) roślinnością. To zdecydowanie najładniejsza cześć szlaku. Co chwilę zatrzymujemy się, aby zrobić zdjęcia arcyciekawym skałom rzeźbionym przez wiatr i deszcze przez tysiące lat. Szlak nie jest już taki stromy, to zdecydowana ulga dla zmęczonych nóg. Według przewodnika przeszliśmy już około 5 kilometrów (licząc od koryta rzeki Colorado). Postanawiamy zatrzymać się w cieniu pobliskiego drzewa i skonsumować prawie cały zapas wody. Zaczynamy żałować, że nie mamy więcej czasu aby pozostać w tym pięknym miejscu. Przyroda jest tutaj zjawiskowa! Zwinne jaszczurki umykają nam co chwilę spod stóp, kolorowe motyle i ptaki unoszą się w powietrzu. Udało nam się również spotkać kilka kolibrów spijających nektar z rosnących dookoła kwiatów. Zbliżamy się powoli do Indian Garden, który znajduje się dokładnie w połowie Bright Angel Trial. Tam zaopatrzymy się w wodę i żywność.
Zieleń dookoła, wędrówka staje się coraz bardziej przyjemna.
Pipe Creek …witamy po raz kolejny.
Wycieczka szlakiem Bright Angel Trial to sama przyjemność.
….widoki. Choć słońce pali niemiłosiernie idziemy dalej.
Nic nie wskazuje na to że wciąż jesteśmy we wnętrzu Kanionu Colorado.
Ostrzeżenie
To już drugi raz w trakcie naszej wyprawy w głąb Kanionu Colorado natrafiamy na znak ostrzegający, aby nie planować wyprawy do rzeki Colorado i z powrotem w ciągu jednego dnia! Oznacza to, iż Indian Garden jest tuż tuż.
My zlekceważyliśmy wszystkie ostrzeżenia…
Indian Garden
Przybyliśmy! Indian Garden to prawdziwa oaza, w której można odpocząć w cieniu drzew, spożyć regeneracyjny posiłek w jednym z wielu miejsc piknikowych, uzupełnić zapasy wody, przenocować i porozmawiać z całą gromadą licznie zgromadzonych tutaj turystów. Patrząc przez lornetkę z krawędzi kanionu Indian Garden wygląda jak mała grupka budynków gdzieś pośrodku pustego, bezdusznego kanionu. Faktycznie znajduje się tutaj tylko jeden budynek (Ranger Station) oraz kilka przykrytych dachem miejsc piknikowych, mogących swobodnie pomieścić kilkunastoosobowe grupy turystów. Indinan Gardern to również “przystanek” dla karawany z mułami. Te dzielne zwierzęta odpoczywają w połowie szlaku wiodącego do rzeki Colorado. Czas nas niemiłosiernie goni. Zatrzymujemy się tutaj jednak na 45 minut. Uzupełniamy zapasy wody, spożywamy posiłek i przygotowujemy się do finałowego wejścia. Przed nami ostatnie 7 kilometrów szlaku wiodącego na sam “szczyt” Kanionu Colorado. Próbujemy z tego miejsca komunikować się z Natalią. To jedna z naszych koleżanek, która pozostała na górze kanionu i na pewno z niecierpliwością nas wyczekuje. Włączamy walkie-talkie… jest! Słychać sygnał wywołania i odzywa się Natalia. Oczekuje wiadomości od nas od przeszło półtorej godziny. No tak… mieliśmy przecież kilka przerw w trakcie wyprawy i stąd takie opóźnienie. Informuje nas, że na “górze” kanionu czeka na nas gorący posiłek i zimna woda. Ruszamy!
Witamy w Indian Garden, oazie na dnie Kanionu Colorado.
Ławeczki w cieniu drzew….pełna kultura.
W Indian Garden spotkamy wielu turystów.
Jest tutaj również “Aleja Kaktusowa”.
Klif Kanionu Colorado
Przez ostatnie 4 kilometry szlak prowadzący w górę Kanionu Colorado zdecydowanie nas rozpieszczał. Dodatkowo wizyta w Indian Garden przyczyniła się do tego, iż byliśmy prawie pewni szybkiego i bezbolesnego zdobycia ostatniego etapu naszej wyprawy, jakim jest podejście pod krawędź kanionu. W miarę zbliżania się do potężnej pionowej skały, która rosła w naszych oczach, nasz zapał i entuzjazm zaczął opadać. Klif Kanionu Colorado. Staliśmy wpatrując się w jego majestatyczną czerwono krwistą powierzchnię, na której ledwie dostrzegaliśmy zarysy ostro wijących się w górę serpentyn. Czas stawić czoła ostatecznemu wyzwaniu. Przed nami najbardziej strome podejście Bright Angel Trial. Prawie 3 kilometry szlaku, różnica wysokości 210 metrów.
Klif Kanionu Kolorado – ostateczne wyzwanie.
Ciężko… serpentyny wiją się niemiłosiernie skręcając ostro co 60 metrów. Nachylenie szlaku dobija nas totalnie. Musimy zatrzymywać się mniej więcej co 15 minut aby odpocząć. Pomimo iż dookoła nas roztacza się majestatyczna panorama Wielkiego Kanionu Colorado, zmęczenie zwycięża. Robię okazyjnie kilka zdjęć w czasie odpoczynku. Zupełnie jestem wypompowany, aby starać się uchwycić lepsze fragmenty szlaku. Po 45 minutach docieramy do pierwszego punktu orientacyjnego. To “One and a Half Mile Resthouse”. Oznacza to, że przed nami jeszcze półtorej mili szlaku. Damy radę mimo że mięśnie nóg zaczynają dawać się we znaki. Druga próba wywołania Natalii. Niestety, pionowe ściany klifu zupełnie blokują transmisję. Kolejna próba za parę minut. Powoli ruszamy dalej… po drodze mijamy małą grupę turystów, którzy gorączkowo dyskutują o napotkanym na szlaku śniegu i lodzie. Śnieg i lód? Na szlaku w maju? Coś niewiarygodnego… a jednak. Po 20 minutach docieramy do zacienionego miejsca, gdzie w ciągu dnia praktycznie nie docierają promienie słońca. Tu na powierzchni około 40 metrów wciąż zalega brudny już i praktycznie stopiony śnieg. Woda spływająca z jego czapy jest na tyle zimna, że utworzyła na części szlaki błoto, które delikatnie… zamarza w czasie zimnych nocy. To bardzo niebezpieczna cześć szlaku. Trzeba uważać, aby nie przewrócić się na śliskiej powierzchni ścieżki. Powoli przesuwamy się do góry… jeszcze około 20 minut wspinaczki… już prawie widać koniec szlaku.
Serpentyny wiją się w dół i w górę.
Kolejna ściana, kolejny zakręt.
Pośród serpentyn znajdź turystów….
Jesteśmy już naprawdę wysoko…ale to jeszcze nie koniec.
“One and a Half Mile Resthouse”….jeszcze “tylko” półtorej mili !
Tunel wykuty w skale, to jeden z punktów orientacyjnych. Jesteśmy już naprawdę blisko krawędzi kanionu.
Stamtąd przyszliśmy ?…..To już ostatnie metry na szlaku.
Wielki Kanion Zdobyty !
Ponad 23 kilometry szlaku, 10 godzin wędrówki, ponad 1.460 metrów różnicy wysokości. Czy było warto? Oczywiście, że tak. To już moja trzecia wyprawa szlakiem Bright Angel. Ta jednak była najdłuższa. Za jednym podejściem zdobyte zostały trzy szlaki: South Kaibab Trial, River Walk oraz Bright Angel Trial. Za każdym razem zastanawiam się czy wyprawa, którą właśnie zakończyłem w głąb Wielkiego Kanionu Colorado będzie moją ostatnią i za każdym razem mylę się w swych przypuszczeniach….
Osoby nie mające żadnego doświadczenia, odpowiedniego przygotowania oraz kondycji fizycznej w żaden sposób nie powinny próbować wyruszać na opisany powyżej szlak. Jednakże jeśli macie za sobą doświadczenie i podobne wyprawy gorąco zachęcam do zwiedzenia wnętrza Wielkiego Kanionu Colorado.
Pawel P. © 2010 interameryka.com
Mapa satelitarna z oznaczonymi szlakami South Kaibab Trial i Bright Angel Trial (kliknij aby powiększyć)
Zobacz także w naszym przewodniku po USA:
Arizona: Rajski wodospad Havasu w Kanionie Colorado.













