Mimo że Polacy to – w ich przekonaniu – najlepsi kierowcy na świecie to właśnie w Stanach, mimo przerażającej ilości samochodów, mimo przemykania pomiędzy kierowcami z prawie 200 państw świata (którzy w swoich krajach często samochody widzieli tylko na obrazkach) byłem świadkiem tylko jednego skromnego wypadku. Jakimś cudem te pędzące codziennie miliony ton stali (jest tu zarejestrowanych ponad 250 milionów samochodów) nie wyrządzają takiego spustoszenia, jakie robią sobie polscy kierowcy.
Jak zatem jeździ się po USA? Przede wszystkim… PRZEPISOWO!
Wariatów na drogach nie widać, a jak ktoś pędzi szybciej niż powinien,to jest to zazwyczaj emigrant z Europy lub innego państwa. Tu nie musisz co chwilę uciekać na pobocze, bo ktoś wyprzedza na trzeciego czy czwartego. Tu się po prostu nie wyprzedza (w polskim rozumieniu tego manewru, czyli przekraczając oś jezdni i zajmując pas przeznaczony dla jazdy w przeciwnym kierunku). Tu po pierwsze – każdy ma pod nogą te przynajmniej 150KM i automatyczną skrzynię biegów, więc spokojnie, nawet staruszka rozpędzi swoje auto w kilka sekund do tych przepisowych 30-45mil/h (na terenie zabudowanym). No i tu na głównych arteriach znajdują się 2-3 pasy i zawsze znajdziesz dla siebie taki, na którym będziesz poruszał się dogodną prędkością.
Kamery monitorujące ruch na autostradach pozwalają na lepsze zarządzanie ruchem w czasie godzin szczytu.
Co w ruchu drogowym w USA jest najmądrzejsze? To, że pomiędzy dwoma pasami pędzącymi w jedną stronę i dwoma w drugą jest tzw. międzypas, na który wjeżdżamy, gdy chcemy skręcić w lewo eliminując tym samym lewoskręty wstrzymujące ruch na całym szybkim pasie. Tak samo wyjeżdżamy na ów pas z bocznej uliczki i czekamy na nim, aż droga zrobi się wolna. A gdy “międzypasu” nie ma, to w miejscach gdzie ludzie mogą skręcać w lewo robione są po prawej stronie takie wymijaki tych lewoskręcających i dzięki temu przez jeden lewoskręt nie stoi ruch na całej ulicy. To powoduje, że ruch jest płynny, nie rodzi się drogowa agresja przez ciągłe zatrzymywanie bez powodu.
Ulica w USA – przykład tzw. “międzypasu”
Infrastruktura drogowa jest w USA wręcz genialnie rozwiązana. Wspomniane już wcześniej “międzypasy” to malutkie “wylewki” asfaltu, by lewoskrętów nie trzeba było mijać poboczem, oznaczenia zjazdów tak czytelne, że nawet bez GPS-u, nawet bez znajomości języka angielskiego nie można się zgubić. Miejsca robót drogowych tak oznakowane i zabezpieczone przez barierki, znaki, światła, by ani drogowcom, ani kierowcom nic nie zagroziło.
Proste i skuteczne ograniczenie prędkości na odcinkach remontowanych – Gdy widzisz robotników – 45mil/h, gdy nie ma robotników – 70mil/h.
Podobnie ograniczenia prędkości przy szkołach – 25 mil na godzinę obowiązuje tylko wtedy, gdy pod znakiem miga światło ostrzegawcze (w godzinach, gdy kończą się lekcje i gdy autobusy szkolne albo rodzice wyjeżdżają spod szkół). Znaki symbolowe, a poniżej pisane, gdyby ktoś owego symbolu nie znał. Gdy nie można wyprzedzać napiszą “No Pass”, gdy można – napiszą “Pass with care” (czyli wyprzedzaj ostrożnie).
Ulice w miastach ułożone pod kątem prostym, nazywane kolejno numerowanymi milami, alejami, przecznicami. Wystarczy zapamiętać kolejność 6 mil na zachód i 6 mil na wschód od miejsca swojego zamieszkania i dojedzie się wszędzie, gdzie niezbędne – do szkoły, kina, sklepów, centrów handlowych, znajomych. Nie musisz mieć mapy, by gdziekolwiek dojechać, bo każdy poda Ci miejsce swojego zamieszkania mniej więcej tak: jedziesz Michigan Ave, skręcasz w 17 milę, jedziesz 3/4 mili, skręcasz w prawo w Packard i już jesteś na mojej ulicy.
Gdy boisz się szybko jechać, wybierasz taką ulicę albo milę, na której dozwolona jest niższa prędkość maksymalna (np. 40 mil/h), lubisz szybszą jazdę – wskakujesz na szybszą ulicę (50 mil/h) albo na highway, gdzie można zasuwać te 70mil/h (do autostrady prowadzącej ze wschodu na zachód mam zaledwie 2 mile, do autostrady prowadzącej w kierunkach północ – południe mam 7 mil, gdy pojadę na wschód, albo 9 mil gdy pojadę na zachód – raj dla automobilistów, prawda?).
Co jest jeszcze miłe, inne niż w Polsce? Uprzejmość. Tu nie ma polskiej złośliwości. Tych zaciśniętych ust, redukcji biegu, piłowania silnika aż do odcięcia zapłonu, by tylko być chwilę przed kimś, albo by tego kogoś nie wpuścić na nasz pas. Tu ruszenie i zahamowanie nie wymaga takiego wkładu siły i uwagi. Tu wciskasz hamulec – stoisz, wciskasz gaz – jedziesz.
Na skrzyżowaniach, gdy nie jest jasno napisane, że DON’T TURN ON RED, to można skręcać na czerwonym w prawo (tzw. nasza “zielona strzałka”), oraz w lewo w ulicę jednokierunkową.
Pierwsze wrażenie jakie odnosi się jeżdżąc samochodem po USA jest takie, że wszyscy jeżdżą tak, jakby nigdzie się nie śpieszyli. Oczywiście na autostradzie pędzą te dozwolone 112 km/h, w mieście też pędzą tyle co dozwolone, przeskakują skrzyżowania na żółtym, ale nikt się przed nikogo nigdy nie wciska, nie wymusza pierwszeństwa, nie zrobi sobie skrótu przez np. centrum handlowe czy stację benzynową.
Znaki STOP.
Tyle znaków STOP, ile średnio znajduje się na amerykańskim osiedlu nie naliczy się w wielu polskich miasteczkach. Jest ich tu kilkadziesiąt. Każde skrzyżowanie, gdzie mogłoby dojść do kolizji (nawet wyjazd z parkingu) jest “ostopowany” z tylu stron, ile dróg. Należy się na takim STOP-ie zatrzymać, policzyć do pięciu i dopiero ruszyć. Kolejność ruszania jest taka sama, w jakiej kolejności się zatrzymaliśmy przed swoim znakiem. To wyklucza polską zasadę pierwszeństwa nadjeżdżającego z prawej strony (tzw. zasada prawej dłoni).
Oznaczenia na drogach.
Weźmy pierwszy lepszy przykład: Roboty drogowe. Gdy jakiś pas jest zamykany, to dowiemy się tego już kilka mil wcześniej. Będzie nam to powtarzane co kilkaset metrów – tablice wyświetlające nam informację: “zmień pas na prawy, bo ten za milę się kończy”, będą świecące strzałki widoczne z kilometra, itp. Trzeba po prostu zasnąć, by wpaść tu na jakiś zamknięty pas drogowy. Już kilkaset metrów przed końcem owego pasa żaden kierowca po nim się nie porusza.
Policja w USA
Jeśli nie przekraczasz dozwolonej prędkości więcej niż 5 mil/h (na autostradzie 10 mil/h) i zatrzymujesz się na “stopach” nie ma szans na dostanie mandatu. Policja może Cię zatrzymać tylko wówczas, gdy popełnisz wykroczenie drogowe. Praktycznie nie istnieje tak popularna w Polsce “kontrola drogowa”. W czasie podróży autostradami międzystanowymi należy zwracać uwagę, aby nie dać ponieść się “demonowi prędkości”. Mając pod maską 8-cylindrowy silnik i szeroką pustą drogę łatwo stać się celem dla “tajnych” patroli policji, przed którymi nie da się uciec….
Oczywiście policja w USA nie tylko jest po to, aby nas ścigać i zgarniać mandaty, ale przede wszystkim aby pomagać. Gdy mamy problem z autem policyjny radiowóz zawsze do nas podjedzie, stanie za naszym autem i włączy sygnały świetlne, by nikt w nas nie uderzył. Będzie stał tak długo, aż naprawimy auto (np. wymienimy przebitą oponę) albo póki nie przyjedzie pomoc drogowa – jakież to proste.
Najważniejsza rzecz do zapamiętania – NIGDY nie próbuj uciekać przed policja…
Co w ruchu w USA przeraża?
To, że gdy pędzi przed siebie kilka pasów samochodów, gdy wszyscy mają “na zegarach” po 70mil/h (112km/h), to mało kto z nich rozumie kinetykę ruchu 2-3 ton stali. Jadą tak blisko siebie, na ostrych łukach mało kto zwalnia, siła odśrodkowa wszystkich wynosi, bo mało kto rozumie siły działające na pojazd. Jedno nieprzemyślane zachowanie kierowcy i wpada na siebie kilkadziesiąt aut. Wielkie amerykańskie krążowniki, miękko zawieszone SUV-y o wysokich punktach ciężkości, tudzież niespełniające żadnych technicznych wymogów dopuszczenia do ruchu drogowego wraki, które zatrzymać jest trudniej niż rozpędzony pociąg. Tu auto, by miało prawo poruszać się po drogach musi… mieć tylko aktualne tablice rejestracyjne. Szyba może być posiekana w drobny mak, z auta mogą wystawać ostre krawędzie, spójność auta może być utrzymywana przez taśmę klejącą i… ma prawo poruszać się po drogach USA.
Najczęściej można tu “stuknąć” w kogoś, kto za późno dostrzeże swój zjazd z autostrady i zaczyna szybko przecinać kilka pasów naraz, by w ostatniej chwili zjechać. W kogoś, kto przed chwilą kupił sobie kawę w McDonalds i właśnie mu się rozlała na kolana. W kogoś, kto właśnie się maluje przyglądając się sobie w lusterku wstecznym, itp. A także, gdy za szybko i za wcześnie wjedziemy na opisywany wcześniej “miedzypas” i gdy los zechce, że akurat kierowca jadący z naprzeciwka też zechce w tej samej chwili wskoczyć na ów “międzypas”.
Zginąć w wypadkach można najczęściej w samochodzie prowadzonym przez nastolatków. Mając 16 lat na karku, można już otrzymać prawo jazdy. Większość ma już wówczas swoje własne auta, mają młodzieńczą fantazję, ale nie mają rozumu.
Podsumowując – poruszanie się samochodem po USA jest naprawdę bardzo proste, wręcz przyjemne. Znając międzynarodowe przepisy o ruchu drogowym nikt z przyjezdnych nie będzie miał najmniejszych problemów z przystosowaniem się do ruchu po amerykańskich drogach.
Autor: Daniel Sen
Artykuł pochodzi z serwisu stany.blog.pl









Zgadzam się,że wszedzie pełno znaków “stop”. Niestety Ameryknie nie zatrzymują się na nich tylko lekko zwalniają. Szczególnie przy centrach handlowych oraz w małych osiedlach. Nagminnie też nie używają kierunkowskazów przy skręcaniu. Nie zgadzam się tez z dopuszczaniem do ruchu tzw.wraków.
Samochód corocznie należy poddać badaniu w specjalnej stacji kontroli, gdzie sprawdzają hamulce, światła, spalanie i ogólną kondycję auta. Robi się to w “państwowym” punkcie bardzo dokładnie i jest to bezpłatne. Po tym dostajesz nalepkę na szybę i możesz spokojnie jeździć kolejny rok. Tak jest w NJ być może inaczej jest w innych stanach.
Jazda tutaj naprawdę jest łatwa i przyjemna. Jednak gdyby zabrać Amerykanom kawę, posadzić ich w samochodach z manualnymi skrzyniami biegów to w przeciągu pół roku zabiłaby się połowa narodu. A jeszcze wpuścić ich na polskie drogi – wyginęliby do reszty.
Jazda w USA to temat-rzeka. Ja osobiscie mam 14 lat doswiadczenia w USA. Przepisy opisane w artykule nie sa takie same na cale Stany, wiec nie bede sie wymadrzal jak jest w moim stanie, Nowym Jorku. Zgadzam sie natomiast 100%, ze oznakowanie autostrad jest wysmienite. Amerykanie nie potrafia jezdzic z manualna skrzynia biegow. Maja tez obsesje na punkcie picia czegokolwiek w samochodzie, bo pierwszym kryterium przy kupnie samochodu jest to ile jest podporek na napoje i gdzie sa rozmieszczone.
Ha, gratuluje polotu. Naprawde milo i przyjemnie sie czyta ten artykul. Ponadto zawiera mase uzytecznych informacji.