Big Sur – te dwa słowa rozpływają się w ustach jak najlepsza whisky. Nic lepiej nie ucieleśnia charakterystycznej dla Kalifornii wolności i piękna niż majestatyczne sekwoje wyłaniające się z przybrzeżnej mgły, bezkresny Pacyfik, spienione fale rozbijające się o skaliste wybrzeże… Malarze, poeci i pisarze uciekający przed światem, niepoprawni romantycy: hipisi, beatnicy i outsiderzy. Wszystko to ma swoją wyjątkową historię zapisaną na kartach kalifornijskiego kawałka wybrzeża zwanego Big Sur – wyjątkowo pięknego wybrzeża.
Big Sur rozciąga się na długości 110 km. Począwszy od Point Lobos State Reserve, poprzez enklawę milionerów zwaną “Carmel” na południu aż do San Carpofaro Creek na północy San Simeon. Big Sur swą nazwę zaczerpnął z oryginalnie brzmiącej hiszpańskojęzycznej nazwy “el país grande del sur“, oznaczającej “Wielką Krainę na Południu”. Właśnie tutaj rozciąga się najwyższe pasmo gór przybrzeżnych w całych Stanach Zjednoczonych. Wznoszące się ponad 1570 m nad poziomem morza porośnięte rzadką roślinnością wzniesienia sprawiają, iż dech zapierające krajobrazy Big Sur przyciągają co roku miliony turystów.
Najlepszym, najłatwiejszym i zarazem najszybszym sposobem zwiedzenia Big Sur jest przejazd legendarną autostradą nr 1 (Highway No. 1). Warto przed wyprawą sprawdzić prognozę pogody, częste w tej okolicy mgły ograniczają widoczność i tym samym łatwo stracić bardzo wiele z pięknych krajobrazów. Przed wjazdem do Big Sur od strony San Francisco nie zapomnijmy zatrzymać się na kilka godzin w uroczym miasteczku Carmel-by-the-Sea. Miejsce to zamieszkane jest głównie przez artystów i milionerów. Zwiedzając je wtopimy się w zupełnie nietypowy jak dla Ameryki klimat, jakby żywcem przeniesiony z europejskich stolic kultury. Liczne kawiarenki, z których unosi się zapach świeżo palonej kawy, galerie (których jest tutaj największe skupisko w całych Stanach) i wąskie kolorowe uliczki – wszystko tutaj żyje własnym spokojnym rytmem, z dala od zgiełku wielkich miast.
W Carmel-by-the-Sea znajduje się również najładniejsza z plaży w zatoce Monterey – Carmel Beach. Opuśćmy jednak już to urocze miasteczko i udajmy się w kierunku Big Sur. Po około 20 minutach jazdy autostradą numer 1 zaczynamy powoli wjeżdżać na teren Big Sur. Tak naprawdę nikt nie potrafi wytyczyć granicy, gdzie zaczyna się a gdzie kończy ten 110-kilometrowy uroczy skrawek wybrzeża. Za oknem samochodu zaczynają pojawiać się oszałamiające widoki. Klifowe skalne wybrzeża spieniające turkusowe wody Pacyfiku, szerokie zatoki z przepięknymi lecz często niedostępnymi plażami, liczne wodospady – to główne atrakcje Big Sur. Podróżując można zatrzymać się przy specjalnie przygotowanych punktach widokowych, skąd również można dostać się na plaże.
Nie są to jednak łatwe zejścia, często szlak jest stromy, z licznie wystającymi skałami. Należy uważać, aby nie stracić równowagi na śliskich (szczególnie po deszczu) wystających kamieniach. Najczęściej jednak turyści zatrzymują swe samochody na poboczach i udają się wprost nad klify, aby podziwiać surowy klimat Big Sur.
W 2008 roku czytelnicy amerykańskiego magazynu turystycznego Trip Advisor uznali Big Sur za miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić. Trudno się nie zgodzić z tym wyborem. Spokojna podróż wzdłuż autostrady nr 1, która wije się serpentynami wzdłuż wybrzeża Pacyfiku odsłania przed nami coraz to nowe widoki. Po przejechaniu równie sławnego i malowniczo położonego mostu Carpofaro Creek “jedynka” wiedzie nas w górę stromymi serpentynami. Dalej mija wodospady w smaganych oceanicznym wiatrem cyprysowych gajach i lasach iglastych.
Spostrzegawczy turyści na pewno zwrócą uwagę na to jak wiele tablic rejestracyjnych zdobią ezoteryczne naklejki w rodzaju “There’s Only Now”. Błękitny i pusty Pacyfik ciągnący się aż po zamglony horyzont kontrastuje z nieposkromionym, wyjątkowo pięknym wybrzeżem.
Do smaganych wiatrem punktów widokowych, położonych wysoko nad poziomem Pacyfiku wiodą wąskie ścieżki. Niektóre przecinają gęsty busz, wychodząc na otoczone skałami plaże, inne prowadzą do ukrytych wodospadów, jak Salmon Creek Falls lub Mc Way Falls.
Wyprawa wzdłuż Big Sur praktycznie zajmuje kilka godzin, jeżeli jednak jesteście pasjonatami przyrody i niesamowitych widoków, zdecydowanie polecam zarezerwować co najmniej jeden dzień na zwiedzenie tego 110-kilometrowego pasu wybrzeża.
Zapraszamy do oglądnięcia materiału video:












…Pieknie …zawsze chcialem sie przeprowadzic do Californii. Teraz jestem tego jeszcze bardziej pewnien.
California to idealne miejsce do zycia (jesli ktos oczywiscie nie boi sie trzesienia ziemi) hehe
pozdrawiam !
Witajcie,
Po Nowym Jorku i Waszyngtonie przyszedł czas na kolejny wyjazd i wstępny wybór padł na Kalifornię.
Jak zawsze wybieramy się z dziećmi (7,5 i 2,5 roku). O ile w ubiegłym roku z wyborem miejsc/obiektów do zwiedzania problemu nie było, o tyle wyjazd który teraz planujemy nie jest już tak oczywisty. Niby każdy wie co to Kalifornia, zna jakieś stałe obiekty, ale jestem pewien że jest tam do zobaczenia dużo więcej niż mogłoby się w pierwszej chwili wydawać.
Dlatego też mam prośbę do bywalców/mieszkańców tego regionu o pomoc. Co powinno się (brzydko mówiąc) “zaliczyć”?
Specjalnie nie podaję obiektów/miejsc co do których sami mamy plany żeby nikomu nic nie sugerować.
Wstępny plan jest taki, że możemy poświęcić na wyjazd ok. 10 dni, lądowanie pewnie w Los Angeles, a powrót z San Francisco.
O ile jeżeli chodzi o Los Angeles wiemy już, że samo miasto nie jest zbyt ciekawe (jak to ktoś ujął – 17 przedmieść, bez miasta tongue.gif ) i zamierzamy się ewentualnie skupić na jego okolicach (oczywiście Hollywood, Beverly Hills, spanie w Santa Monica, etc.), o tyle San Francisco już nie jest tak oczywiste. Co polecacie. Czy będąc w LA warto poświęcić dzień – dwa na San Diego? (chodzi mi o dzieciaki i Sea World). Czy będąc w LA warto zaliczyć któryś z parkó rozrywki? (Disneyland dzieciaki już znają z Paryża)
Wiem, że ten post to trochę misz-masz mellow.gif
Dlatego mam prośbę o usystematyzowanie mojej wiedzy na temat tego regionu i pomoc w wyborze.
Z góry dziękuję.
Aha, jesteśmy bardziej “mieszczuchami” niż górskimi wędrowcami. Mieszkamy w mieście i masta zwiedzać lubimy…
Polecam podróż po Kalifornii! Ten stan zostawia niezapomniane wspomnienia. A wyżej opisana trasa wzdłuż HWY 1 jest naprawdę rewelacyjna!